Posted by: perpetka | 2008-07-19

Drang nach Osten

Dawniej kobiety wysiadywały w domu, czekając z niepokojem i nadzieją na mężczyzn wracających z wojny. Dziś kobiety z niepokojem zastanawiają się, czy ich mężczyźni wrócą w jednym, trzeźwym kawałku z trzydniowego wieczoru kawalerskiego i - co najważniejsze - czy będą w stanie grać w niedzielę wieczorem w siatkówkę. Zamiast jednak siedzieć w domu, pakujemy się z Asią w pociąg i jedziemy do Lublina na planszówkowy wieczór, a może i poranek, jak kondycja pozwoli. Znaczy w zasadzie to na ślub jadę, ale to będzie tylko godzinka. Muszę państwu młodym przypomnieć, że oczekujemy ich zaraz po weselu na siatkówce ;)

Tytułem podsumowania minionego tygodnia: w pracy upłynął pod znakiem zmian w infrastrukturze, które codziennie odkładamy na później, oraz niecierpliwego wyczekiwania urlopu, urlopiku, urlopeczku kochanego… Dziś zaliczyliśmy potężną awarię na dobre zakończenie tygodnia. O mało nie zrujnowała mi weekendu.

W życiu poza pracą spokojnie - przez większość czasu śpię ;) Zaliczony jeden babysitting (Marzenka nadal nie mówi “piwo”, ale umie już pogłaskać ciocię po włosach - jeszcze ją nauczę masażu pleców i może wcale nie gadać jak dla mnie ;) ) i jeden kompletnie nieudany shopping (mówiłam już, że nienawidzę zakupów? I really meant that). Aha, no i nie pojechałam w końcu na wieczór panieński z karaoke i męskim striptizem :(

Posted by: perpetka | 2008-07-18

Raport czytelniczy

Will Adams - Szyfr Aleksandra

Kolejna kalka Browna i “Kodu da Vinci” (co zresztą nietrudno poznać po tytule). Szczęśliwie nie mam dużego pojęcia o historii Egiptu i Aleksandra Macedońskiego, więc nie wiem, na ile nieścisłości autor sobie pozwolił. Czyta się szybko i równie szybko wylatuje z pamięci. Archeologia, piękne kobiety, pościgi, mafia, strzelaniny, zagadki przeszłości… no wiecie, Indiana Jones i te sprawy. Można przeczytać, ale jak się nie przeczyta, to nie jest to wielka strata.

Barbara Cartland - The heart of the Clan

Na tylnej okładce dzieła straszy zdjęcie autorki: starszawa, acz dobrze zakonserwowana (wyliftingowana? wyphotoshopowana?) baba w cukierkowo różowym kostiumiku i kapeluszu, obwieszona błyszczącą biżuterią, z puchatym pekińczykiem na rękach. Brrr… Odstraszyło mnie to na tyle, że nie przeczytałam zamieszczonego tamże streszczenia - i bardzo dobrze, bo okazało się, że streszcza książkę do 150 strony, a ona ma tylko 180 stroniczek.

Przeczytałam toto do końca tylko dlatego, że było po angielsku. Mam na koncie ze 200 harlequinów (było to w czasach młodości, teraz żałuję ;) ), ale żaden nie był aż tak głupi :P Akcja dzieje się w XIX w. w Szkocji, główna bohaterka w mowie posługuje się głównie wielokropkami, a jej umiłowany wkrada się do jej sypialni oknem, aby nie uchybić jej czci. No więc nawet przyzwoitej sceny erotycznej nie było (i dlatego wolę harlequiny). Czemu ja w ogóle moje cenne paragrafy bloga takiej szmirze poświęcam? :)

No. To wracam do fantastyki, gdzie moje miejsce :)

Posted by: perpetka | 2008-07-16

Śmichy z pracy

Słowotwórstwo stosowane: Mrcn oceniając mój “nowy layout” w spódnicy za dychę z second-handu raczył powiedzieć, że jestem dziś “wylaszczona”. Z kolei drugi Marcin (już niezależnie od spódnicy) nazwał mnie “facholożką” :D

Btw, pytanie do czytelników-scrabblistów - jest jakaś inna forma żeńska słowa “fachowiec”?

* * *

Paweł postawił sobie na biurku zdjęcie swojej dziewczyny.
- O, masz nowy monitor! - zauważył Tomuś. - I to płaski!
- Tak, tylko odświeżanie ma trochę słabe…

* * *

Przychodzi bAdmin (w jakiejś zupełnie innej sprawie), zapatrzył się na wyżej wzmiankowane zdjęcie.
- Pięć złotych! - łypie na niego Paweł.
- Nie przesadzaj, nie jest aż taka brzydka, żebyś mi miał dopłacać za patrzenie na nią!

* * *

Degustujemy z pewną nieśmiałością otrzymane od Gosi suszone banany (wygląda toto trochę jak sucha karma dla kota).
- Najbardziej to mi w smaku przypomina figi - stwierdzam.
- Mhm, przy gumce - potakuje Tomuś.

Posted by: perpetka | 2008-07-13

Michael Crichton - Next

Super książkę przeczytałam. Co prawda momentów nie było, no ale nie można mieć wszystkiego ;)

“Następny” to kolejna po “Roju” i “Państwie strachu” osadzona we współczesnych realiach sensacyjna fabuła ukazująca problemy współczesnego świata i nowych technologii. Tym razem dostało się genetyce, bioinżynierii i dotyczącym ich uregulowaniom prawnym.

Powieść jest świetnie skonstruowana, na początku sprawia wrażenie chaotycznej mozaiki, fragmenty narracyjne przeplatane są fragmentami artykułów prasowych (podejrzewam, że nawet niektóre mogą być autentyczne i “wpasowane” w fabułę), raportów, dokumentów… Następnie sceny układają się w wątki, wątki splatają się ze sobą i wszystko zmierza do - uwaga, spojler! - pełnego akcji, amerykańskiego, dramatycznego, ale jednak happy endu. Swoją drogą, końcówka sprawia wrażenie, jakby była dopisana na specjalne życzenie wydawcy, bo jest słabsza od reszty.

Nie wykluczam, że biolog (genetyk, bioinżynier - niepotrzebne skreślić) krzywiłby się nad tą książką z równym obrzydzeniem jak ja nad książkami i filmami o hakerach, a kolega medyk nad serialami o lekarzach. Szczęśliwie jestem w tych kwestiach laikiem, a to, co zaprezentował autor, nie kłóciło się z moją skromną wiedzą. Niestety nie zapoznałam się z bibliografią, bo link na stronie wydawnictwa “http://wydawnictwoamber.pl/inne/bibliografia_nastepny.doc” prowadzi do “404 not found”, ale znając Crichtona, to mniej więcej wie, o czym pisze. Bibliografia do “Państwa strachu” była dłuższa niż do mojej magisterki będzie kiedykolwiek ;)

Dwa najważniejsze problemy poruszone przez autora to kwestie prawne dotyczące badań biologicznych i problemy etyczne pojawiające się przy tego typu eksperymentach. Udało mu się absolutnie przekonać mnie, że patentowanie genów lub ich zastosowań to idiotyzm (zresztą nigdy nie miałam wysokiego mniemania o urzędach patentowych, w Australii ktoś opatentował koło…). Pytania etyczne są znacznie trudniejsze, w książce akurat zostały dobrane tak, żeby odpowiedź była wręcz oczywista, ale w praktyce naukowcy już natrafili na znacznie mniej jednoznaczne sytuacje… Czy istota transgeniczna z dodatkiem ludzkich genów powinna mieć takie same prawa jak człowiek? A ile procent genów do tego potrzeba? Czy w ogóle można tworzyć genetycznie modyfikowane zwierzęta? Testy nowych terapii na śmiertelnie chorych? I tak dalej, i tak dalej…

Zawsze, kiedy pojawia się temat niemoralnych naukowców, przeprowadzających podejrzane eksperymenta, przypomina mi się jeden z moich ulubionych wierszy Herberta, “Damastes (z przydomkiem Prokrustes) mówi”.

A jakie jest moje zdanie w tych kwestiach? He, żeby to było takie łatwe, że byle prosty informatyk może mieć na ten temat wyrobione zdanie, to to by nie był poważny problem etyczny! Proponuję przeczytać książkę i samemu się ustosunkować. Abstrahując od powagi tematów - lektura naprawdę niezła i wciągająca.

PS. Skończyły mi się książki do czytania! Reanimuję się jakimś romasidłem po angielsku i jakimiś ekonomicznymi pozycjami z biblioteczki Łukasza, ale to mnie na długo nie zaspokoi… Ratunku!

Posted by: perpetka | 2008-07-11

Snippety piątkowe - głupawka była

Żalę się chłopakom w kuchni, że ostatnio ciągle jestem głodna. Paweł robi znaczące miny i zaczyna:
- Wiesz, ja się co prawda na tym nie znam… ale… to nie wiem, czy gratulować, bo zależy jakie kto ma do tego podejście…
- Tak, tak - przerywam - to już dyskutowaliśmy z Tomciem wczoraj. Ten apetyt oznacza, że albo będę gruba na 9 miesięcy, albo już na stałe…
- Czyli - wtrąca się Tomuś - pójdziesz w ślady albo mojej żony, albo moje.

* * *

Zaglądam dziś do Jaskini Adminów, a tam jakieś CV leży. I to dziewczyny. Oglądam.
- Dziewczyna? A co wy z nią chcecie robić? - zapytuję.
- Na początek chciałbym z nią porozmawiać - odpowiada Oski.
- Zwróć uwagę na słowa “na początek” - dopowiada bAdmin.
- Ale ‘87 rocznik, to jeszcze prawie dziecko… - kontynuuję lekturę.
- Dobrze, to zmieści się pod biurko.
- Co proszę? - wszyscy dławimy się ze śmiechu. - To co was najbardziej do niej przekonało w tym CV? “Zaangażowanie w pracę”? “Kreatywność”? “Umiejętność pracy w zespole”? Czy “Chęć pogłębiania… wiedzy”?

Nigdy nie myślałam, że takie niewinne sformułowania w CV można tak odczytać… Będę musiała przejrzeć swoje :P

* * *

Opowiadam powyższą historyjkę w bookingu.
- To jeszcze nic - mówi Kaś. - Ja wczoraj “obrabiałam klienta ręcznie”. Przez telefon.
Marcin: A ze mnie się śmiałaś, jak powiedziałem, że zadzwonię, jak będę dochodził!

* * *

bAdmin przychodzi do mnie, sama już siedzę, kiwa głową w stronę pustego krzesła Tomcia:
- Twój partner seksualny już poszedł?
- Że co proszę?!?! Kto?! Co?!
- Eee… no… twój współpracownik… kolega z pracy… przyjaciel z biurka obok…
- Żadne z tych sformułowań nie jest synonimem do “partner seksualny”!
- Nie? A mi chłopaki z pokoju mówili, że jest…

Zaczynam się cieszyć, że oni jedyni nie mają przeszklonych drzwi do swojego pokoju… strach, co by tam można przypadkiem zobaczyć…

* * *

Mama opowiada nam o teoriach psychologicznych dotyczących różnic w rozwiązywaniu problemów przez mężczyzn i kobiety, że kobiety to rozwiązują problemy mówiąc o nich, głośno się zastanawiając, a mężczyźni przeciwnie, muszą się skupić i odciąć… Jak zwykle mówi dość długo, ale właśnie zmierza do konkluzji:
- …A mężczyzna to udaje się do jaskini i myśli. Jak kobieta go w tym czasie o coś zapyta, to jej odpowiada “Ba!” - ewentualnie “milcz, kobieto, przecież myślę” - i dalej myśli… I tak po trzech dniach wychodzi z tej jaskini i mówi…
- …”piwka bym się napił” - dokańcza Słoneczko.

Posted by: perpetka | 2008-07-11

Kartonowe ludki

The saga continues… Po lewej zeszłotygodniowa “ja”. W komiksowym “dymku” “mówię”: “Tomuś, może byś się wreszcie wziął do roboty?”.

kartonowe ludki

Posted by: perpetka | 2008-07-11

Latino

Take me back to my sweet la vida,
find my love my dolce vita
Show me where I need to go
¿Dónde está mi chico latino?

Dziś wieczorem imprezka urodzinowa Izy i Marty. Wybraliśmy się dość silną grupą do Enklawy. Były kolorowe drinki (drogie), głośna muzyka latino, przez którą ledwo przebiło się nasze “sto lat”, trochę gadania i trochę tańca. Jeśli chodzi o tańczenie, to ja w ogóle nie umiem tańczyć, ale do tej muzyki to już szczególnie. Zagubiłam się w rytmie i nie miałam bladego pomysłu, co z nim zrobić.

Niestety czwartek i trzeba było się zebrać o ludzkiej porze. Obudziłam mamę, bo mój klucz postanowił nie otworzyć drzwi. Mam nadzieję, że to dlatego, że przekręciła zamek na półtora obrotu, a nie dlatego, że się popsuł. Byłoby dość niezręcznie nie móc wejść do domu.

Posted by: perpetka | 2008-07-08

“Wielki dzień dla młodych foczek”

Z cyklu: udane połączenia artykułu i innych newsów “z kategorii” na WP:

Ziobro na tym zdjęciu nawet trochę podobny do młodej foczki…

Posted by: perpetka | 2008-07-07

I po konwencie…

Piątek

11.20 Odebrałam Inka i Elanor i zakwaterowaliśmy się w mieszkaniu, które specjalnie dla nas tata na weekend opuścił. Mam najlepszego tatę na świecie!

13.00 Siedzimy na korytarzu bardzo jednowymiarowej szkoły, w której odbywa się Avangarda i usiłujemy ogarnąć, gdzie co jest. Zdaje się, że każda instrukcja dotarcia gdzieś brzmi “prosto, prosto, jak nie będzie można iść dalej prosto, to w lewo, dalej prosto…”. Koło nas odziany w czerwony inkwizytorski habit Org zapytuje dwóch zagubionych uczestników: “Czego szukacie?”. “Oświecenia” odpowiadają.

14.00 Udajemy się z Elanor na dwugodzinny panel dyskusyjny “Turystyczno-praktyczny wypad w średniowiecze”. Prowadzący nie sprawia wrażenia specjalnie przygotowanego, ale i tak jest kupa śmiechu, kiedy opracowujemy chytry plan zawiązania spółki z miejscowym kowalem i krawcem, coby pomogli nam zbudować napełniany metanem sterowiec, dzięki któremu zaniesiemy ludom średniowiecza zdobycze Rewolucji.

16.00 Wobec braku interesujących pozycji programowych idziemy do Games Roomu na krótką partyjkę “Manilii”. Partyjka trwa prawie 3 godziny, ale bawimy się całkiem nieźle, wysyłając nasze przemytnicze łódeczki do portu (biała łódeczka jest pechowa).

19.00 Idę na premierę “Ciemność płonie” Ćwieka. Kuba jak zwykle wypełnia osobowością całą salę i z zapałem opowiada, jak osadzał fabułę powieści na katowickim dworcu: “No i oprowadzam koleżankę po dworcu, pokazuję jej, które elementy dworca szczególnie zagrały w mojej książce i koło takiego kiosku mówię “a tu spaliłem bezdomnego”. Nie macie pojęcia, jak się wszyscy ludzie odsunęli…”. Zapytany, czy książka jest dobra, skromnie odpowiada “Kurt Vonnegut mawiał, że każdą kolejną książką zbliża się do ideału. Ja moją planowałem, żeby była równie dobra, jak jego ostatnia, a wyszła mi jeszcze trochę lepsza.”. Skarżył się też na Piotra Cholewę, że kiedy młody pisarz opowiada mu pełen nadziei o swoim najnowszym pomyśle, ten często odpowiada “Aha, [tu pada tytuł], dobry film, oglądałem ostatnio”.

20.00 Wspomagam duchowo Inka i Elanor na konkursie tolkienowskim. Ostatecznie po równej walce zajęli drugie miejsce za Eldarionem. Prowadzący konkurs chyba w połowie zorientowali się, że uczestnicy znacznie przewyższają ich wiedzą. Nawet ja znałam odpowiedzi na niektóre pytania!

21.00 Z braku lepszego pomysłu kompromitujemy się na konkursie pratchettowskim. Wynika z niego, że mamy jeszcze wiele do poczytania i powtórzenia. Prowadzący pratchettowo prowadzi rywalizację, nie przeszkadza mu gwar i chaos gęsty niczym wody (?) rzeki Ankh i przyznaje punkta za rzuconą z sali odpowiedź “Smerfy” zamiast “Nac Mac Feegle” :D

22.30 Mieszkanie przeżywa najazd. Przychodzą z nami Asia i Cezi, przyjeżdża Grabarz z narzeczoną wręczyć zaproszenia na ślub i dołącza Słoneczko. Siedzimy do późna nad kilkoma kanapkami, arbuzem i jednym winem.

00:30 bAdmin się stęsknił i dzwoni, że strona nie działa. Szczęśliwie naprawiłam przez telefon.

Sobota

10:00 Rozdzielamy się - ja idę na konkurs melodyjkowy, reszta ekipy na “z jakiej gry jest ten screen?”. Nikomu się nie powiodło. Ja odpadłam w przedbiegach, udało mi się skompromitować na Star Warsach. Potem znęcałam się nad Miśkiem, że miał tyle punktów, co lamerka nie znająca SW ;) Za to w fazie finałowej jako jedyna (już poza konkursem) rozpoznałam “Piękną i bestię”.

12:00 Znów Gier-pokój i znów Manila (chociaż zaczęli od takiej śmiesznej gry w latanie samolocikami - chyba “Wings of War”). I znów ściana deszczu za oknem. Tym razem wygrałam :)

13:30 Pobieram kwadrans próbki z prelekcji “Krwawe ofiary”. Prowadzący bardzo akademicki, w momencie dojścia do konkluzji, że kara śmierci też może się liczyć jako krwawa ofiara, spadam. Za mało krwi jak na moje wyrafinowane gusta :P

13:45 Zawieramy znajomość z konwentowym barem (”Karczma pod Palantkami”). W tym roku w konwencji hawajskiej, więc zamawiamy m.in. Ukulele, Hula, Tiki-Tiki i Wulkan Rozkoszy (zapiekanka, bułka z parówką, hot-dog i schabowy). Asia narzekała, że w Wulkanie było za dużo czosnku, mnie moje bardzo smakowało.

14:00 Idziemy ze Słoneczkiem na “Psychopatologię w grach fabularnych”. Liczyłam na jakieś ciekawostki, niestety nie była dobrym targetem dla prelekcji, bo skupiono się na drugiej części tematu.

15:00 Spotykamy się na prelekcji Cholewy “Piramidy i inne kamienie oraz ukryte w nich sekrety wszechświata”. Dowiadujemy się, że stosunek obwodu do wysokości Piramidy Cheopsa wynosi prawie dokładnie Π, poznajemy definicję prawdziwego fana (”Prawdziwy fan SW ogląda “Mroczne Widmo” tak długo, aż mu się spodoba”) i falsyfikujemy popularne teorie dotyczące posągów z Wyspy Wielkanocnej (”Twierdzono, że tubylcy, nawet jeśli potrafili je wykuć, nie byli w stanie tego postawić. Ale Heyerdahl postawił im flaszkę i mu takiego postawili”). Zmywamy się jednakowoż przed końcem, aby Słoneczko mogło zdążyć na…

16:00 Prelekcja “Prawdziwa magia jest tylko w piwie” Rafała Dębskiego. Jedna z lepiej przeprowadzonych na konwencie, niestety bez degustacji :( Wiedzieliście, że w kulturze babilońskiej piwowara uznawano za krewnego bogów i nie można go było brać do wojska? Natomiast w czasach nieco późniejszych mistrz piwowarski musiał wrzeszczeć nad kotłem, aby odstraszyć duchy psujące piwo. Im głośniej, tym więcej mocy nabierało piwo, a im czyściej, tym było klarowniejsze. Na koniec dowiedzieliśmy się, że wśród składników piwa Lech są płatki ziemniaczane, skrobia ziemniaczana i spirytus - smacznego.

17:50 Szybka wyprawa do baru, aby posilić strudzone ciało. Bar jest naprawdę dobry.

18:00 Spotkanie ze Staszkiem Mąderkiem (kto nie zna, niech żałuje). Staszek zdradzał nam tajniki motion capturingu, co streszczało się zdaniem “jak coś gwałtownie staje, to kulki się trzęsą”.

19:00 Prelekcja “Historie nieznane”. Była bardzo ciekawa, zaczęła się od ezoterycznych poszukiwań Hitlera i ciekawej postaci niejakiego Ossendowskiego, potem było o czarnoksięstwie wykładanym na UJocie, Księdze Kapłanek Lilith i Hejnale Mariackim (podobno słynna legenda o hejnale powstała w XIX w., wymyślona na poczekaniu przez przewodniczkę amerykańskiego turysty). Gdzieś przy lykantropii i jej postrzeganiu wśród ludów Europy zmogło mnie ostatecznie i przysnęłam na ławce. Prowadzący miał taki spokojny, cichy głos…

21:15 Po nieudanych poszukiwaniach konkursu “Zostań cthultystą” zebraliśmy się na prelekcji o grach z gościem z CD Project. Była to już sama końcówka, dyskusja i pytania, która sprowadzała się do tego, że ktoś wymieniał tytuł gry, a reszta wzdychała z zachwyten i nostalgią lub wręcz przeciwnie ;) Niemniej Hekatonpsychosa trzeba sobie dopisać do kolekcji prelegentów, na których się chodzi.

22:30 Yeah! Kolacja!

00:00 Pogramy w coś?

00:15 To może najpierw się wykąpiemy, a potem zastanowimy?

1:15 No dobra, jesteśmy czyściutcy i pachnący… I śpiący…

Niedziela

9:30 Absolutny szczyt burżujstwa - jajecznica na śniadanie w czasie konwentu.

11:00 Konkurs “kadrowy” (z jakiego filmu jest ten kadr). Nie był to udany konkurs i była to wina nie tylko kilkunastu kadrów z dzieł typu “American Pie”.

13:00 Błąkamy się bez sensu do chwili podjęcia decyzji, że ściągamy Asię i Cezarego i idziemy grać w Caylusa.

15:00 Mmmm! Caylus grany zgodnie z zasadami to bardzo dobra planszówka jest!

18:15 Odstawiamy ekipę lubelską na dworzec i kończymy konwent. …weekend …urlop… Buuuuu! :(

20:15 Cotygodniowa siatkówka. W czasie rozgrzewki dostaję zaserwowaną z całej siły piłką w głowę. Jeśli napisałam coś bez sensu, to dlatego.

Posted by: perpetka | 2008-07-04

Konwentu czas!

Starsze wpisy »

Kategorie