- Ewa Białołęcka: Szczeniak
Dobre, nawet bardzo. Początek napisany z lekkością i humorem, końcówka z odrobiną wzniosłości, ale nie nadętej, ogólnie kawałek bardzo dobrej prozy. Przygoda praktykanta Miejskiego Oddziału Drakonizacyjnego w Łomnicy i kaprala Ciapka z tegoż, człowieka i smoka.
Próbka reprezentatywna: “Z pewnością za tymi drzwiami czekała cała armia bysiowatych nieprzyjemnych typków , traktujących nowego jako coś w rodzaju gadającej wycieraczki. Żółtodzioba, który wypełniając przed laty kwestionariusz przyjęcia na wydział smokologiczny, naiwnie wpisał w nim “lubię smoki”.”
- Anna Brzezińska: Po prostu jeszcze jedno polowanie na smoka
Przemiłe. Wesołe, lekkie, przyjemne, zgrabnie napisane. Trochę jak Mike Resnick. Historia polowania na smoka w okolicach domku wiedźmy, która nie lubi takich polowań.
Próbka reprezentatywna: “Babunia Jagódka zachodziła czasem w głowę, skąd w potomku zwyczajnego koguta, nawet głupszego od innych, skoro dał się namówić do złożenia jajka, podobna jadowitość” (o przydomowym bazyliszku).
- Maja Lidia Kossakowska: Smok tańczy dla Chung Fonga
Jak na Kossakowską to słabe. Historia najemnego mordercy, który ma ubić tytułowego Chung Fonga. Smok występuje dość alegorycznie.
Reprezentatywna próbka: “Śmierć ma kolor starego złota. Teraz to zrozumiałem. Trochę za późno, fakt.”
- Iwona Surmik: Łzy smoka
Jedyne z całego tomu, które wzruszyło mnie do łez, niezłe, ale nie jakieś super. Dość mitologicznie brzmiąca opowieść o plemieniu Waho, które żyło w cieniu wielkiej góry, klimatem trochę jak baśnie Andersena.
Reprezentatywna próbka: “Kabu słyszał, jak ptaki przekazują wiadomość o jego wyprawie i prorokują porażkę, może nawet śmierć, czuł spojrzenia skradających się za plecami zwierząt”.
- Izabela Szolc: I to minie
Takie sobie. Stylizowane na dalekowschodnie, pierwszoosobowa narracja bohaterki, która miała w życiu przerąbane.
Reprezentatywna próbka: “Zapytałam Starca, który mnie kupił, dlaczego to zrobiły. Odpowiedział, że jestem dla nich na guo ning, czyli Obcą. Mojej sytuacji nie poprawiał fakt, że jestem córką Przeklętej.”
- Maciej Guzek: Zmiana
Dobre, dobre. Mocna męska proza o wojnie, polityce, cynizmie, idealizmie… Poetyka trochę jak np. opis bitwy z sagi Wiedźmakowej, bo i jest opis bitwy, wielkiej wojny między światem techniki (snale (krasnoludy), gnomy, orki i ludzie) a światem magii (elfy + koalicja).
Reprezentatywna próbka: “I ostatnia rzecz – okrucieństwo w czas wojny. W tej dziedzinie elfy przechodzą same siebie, choć nie powiem, byśmy pozostawali daleko z tyłu. Oto są przyczyny, dla których ja, Ekkehard Roog, inżynier i wykładowca Akademii Górniczej Unterbergu, przez długi czas zdeklarowany pacyfista i zagorzały socjał, pluję martwemu elfowi w twarz.”
- Tomasz Kołodziejczak: Smoczy biznes
A to z kolei śmieszne i bardzo Pratchettowskie. O królu, który stracił królestwo przez rekketing i zarządzanie. Tak, to jest nabijanie się z “Wyższych Szkół Biznesu Bez Stresu” ![]()
Reprezentatywna próbka: “Tak jak rolnik i kret nie mogą żyć bez ziemi, jak dzbanowi i zającowi potrzebne jest ucho, a rekinom i sztucznym szczękom zęby, tak wędrownemu rycerzowi niezbędne są przygody. bez nich marnieje, usycha, a czesem wręcz się żeni.”
- Marcin Mortka: Smok, dziewica i salwy burtowe
A to z kolei niezbyt porywające. Skrzyżowanie “Zaginionego świata” z czymś o piratach. Niby sprawnie napisane, ale zapomina się w 10 minut po przeczytaniu.
Reprezentatywna próbka: “- To ci pokaźny skurwiel… – Bosman stęknął z zachwytu, wpatrując się w stalowoszarą bestię. – No co, chudzielcu! – ryknął. – Chcesz się popróbować z prawdziwym twardzielem, ty wymoczku z krzywymi kłami?”
- Jacek Piekara: Śmietnikowy dziadek i Władca Wszystkich Smoków
Takie sobie, mogłoby być wstępem do czegoś, bo tak samo to raczej scenka niż opowiadanie. Tytuł definiuje zawartość.
Reprezentatywna próbka: “[...]znalazłem kilka pobrudzonych jednodolarówek, rzuconych niedaleko niezastygniętego jeszcze gówna. [...] Umyje się, spoko, spoko… Nie takie rzeczy widziałem, żebym miał się brzydzić kału zaschniętego na banknotach.”
- Krzysztof Piskorski: Dar dla cesarza
Ciekawa koncepcja i nieźle napisane – oddział wojska z okresu wojen napoleońskich przenosi się do innego wymiaru celem upolowania smoka.
Reprezentatywna próbka: “Niestety, powietrze stolicy nie służyło hrabiemu. Przegrał i przehulał większość pieniędzy, a na dokładkę zaraził się francuską chorobą. Następne lata spędził, w dosłownym znaczeniu tych słów, w rynsztoku.” (background głównego bohatera)
- Michał Studniarek: Mój własny smok
Takie sobie – psychologiczno-alegoryczne, o gościu, w którym zalągł się smok, typowe opowiadanko-jednostrzałówka.
Reprezentatywna próbka: “Wchodząc w głąb mieszkania, mijałem zawieszone w przedpokoju lustro. Wróciwszy pewnego dnia z pracy, przypadkiem rzuciłem na nie okiem. To, co tam zobaczyłem, sprawiło, że aż się cofnałem i uważniej przyjrzałem swemu odbiciu.
Wydawało mi się, że moją głowę pokrywają łuski.”
- Wit Szostak: Raport z nawiedzonego miasta
Rozczarowanie, że takie słabe dali na koniec. Realizm magiczny stylizowany na włoski (tj. naszpikowany włoskimi słowami, bo i akcja dzieje się w Italii). Marquez zmiksowany z Eco, może trochę z Herberta (conajmniej tytuł) i/lub “Dżumy” albo “Mszy za miasto Arras” (sytuacja społeczności miasteczka w obliczu zagrożenia).
Reprezentatywna próbka: “Musiał przybyć do miasta w porze sjesty, w tym czasie nieruchomym, co zastyga od gorącego powietrzai ludzkiej bezwoli. W czasie kiedy całe miasto pogrążone jest w bezdusznej, lepkiej drzemce, która nie przynosi snów, tylko mokre od potu zmęczenie i niechęć do jakiejkolwiek pracy.”