Ależ potwornie nie miałam dziś pomysłu na obiad…
Ostatecznie poszłam do sklepu i wrzuciłam do koszyka wszystko, co wyglądało mniej więcej jadalnie.
5 pieczarek zasmażyłam z dwiema cebulkami, małą cukinię pociachałam w półplasterki i rzuciłam na patelnię, leciutko poddusiłam jedną paprykę… W tym czasie gotował się makaron. Strasznie długo to wszystko trwało, a było już późno. Na szczęście nikt nie marudził. Wygrzebałam jeszcze z zamrażarki resztkę mrożonki Hortexu (kalafior, brokuł, marchewka) i podgotowałam w wodzie po makaronie. Beszamel udało mi się przesolić, nie wiem, jak to zrobiłam, fartownie niedosolone warzywa jakoś to zrównoważyły. W zasadzie chciałam dodać jeszcze jakiejś wędliny, ale obwąchanie opcji dostępnych w lodówce odwiodło mnie od tego zamysłu. Wszystko pracowicie poukładałam warstwami i zapiekłam pod żółtym serem. Było już na tyle późno, że samo roztopienie się sera uznałam za zapieczenie.
Zgodnie z przewidywaniami było to raczej podobne do makaronu wymieszanego z warzywami niż do zapiekanki, ale oba stwory zjadły, zagryzły kiszonym ogórkiem i jeszcze stwierdziły, że dobre. No to się wrobiłam, będą się domagać powtórek…
znajdziesz argument, zeby sie wykrecic, wierze w Ciebie
Przez: kamil w 2008-03-01
o 04:11