Nie będzie przeprowadzki biura prawie na moje osiedle
A miało być tak pięknie…
Po sobotniej imprezie (którą jeszcze czuć papierochami w moich ciuchach, ble) boli mnie ręka naciągnięta chyba podczas grania w rzutki (ale warto było, 4 razy wygrałam – raz ex equo ze Słoneczkiem – raz byłam druga i raz trzecia). W niedzielę starałam się więc oszczędzać prawą rękę na siatkówce, co zaskutkowało lekkim wybiciem nadgarstka lewej. No więc w pracy starałam się nic nie robić dziś rękami, zatem zdarłam gardło, wprowadzając nowego w tajniki naszego działu.
A wstawanie dziś to była totalna masakra. Nic nie wpływa tak źle na relacje pracownik – pracodawca, jak te wszystkie gorące emocje, które wzbudza myśl o pracy, gdy w poniedziałek dzwoni budzik. Aż dziw, że nie piszą o tym w tych wszystkich podręcznikach zarządzania, które czyta Słoneczko.
Tak, paplaniem staram się pokryć to, o czym boję się myśleć – o Babci i Dziadku. Do Babci dopiero dziś, tydzień po operacji, odważyłam się zadzwonić. Rak mnie przeraża, chcę uciec, zatkać uszy i udawać, że mnie to wszystko nie dotyczy. Chyba oblewam egzamin na dobrą wnuczkę…
nie oblewasz, jeszcze bedziesz wyprowadzala jej psa
zrehabilitujesz sie podczas jej rehabilitacji
Przez: kamil w 2008-03-01
o 04:03