Napisane przez: perpetka | 2008-03-15

Let’s have a party!

Oh my, nie wybawiłam się tak od miesięcy. Wypiłam troszkę za dużo, co wprowadziło mnie w wystrzałowy humor i zmusza do zażywania w tej chwili środków profilaktycznych w postaci soku pomarańczowego przed snem. Najadłam się pysznych rzeczy, zobaczyłam się z Dorro (!), nagadałam z dziewczynami (hm, there might have been some boys too), opracowałyśmy z Gosią nowy image – wiedźm chichoczących nad czarodziejską kulą – pozwoliłam sobie zrobić mnóstwo kompromitujących zdjęć (najlepsze z Ewą i Gosią na tle grafitti “Alkohol zgubą Polaków” koło biura Słoneczka), a potem – oh my God! – poszliśmy do klubu tańczyć i tańczyłam! A ja przecież nienawidzę tańca! Tańczyć nie umiem i nie lubię, nie jestem pewna, które wynika z którego, whatever! Wróciłam do domu w jednym kawałku po 4 nad ranem (“Czwarta nad ranem” SDMu absolutnie nie będzie tu właściwą ścieżką dźwiękową, if you want to feel my mood, take Madonna’s “Like a Prayer”).

Rano pewnie nie będę się mogła ruszać, nie będę mogła mówić, a mój kot będzie tupał po wykładzinie (chociaż to ostatnie może nie, w klubie utraciłam conajmniej połowę słuchu, słyszę jak przez watę).

Myślałam, że przyjdę do domu i padnę w dżinsach i z makijażem, ale jestem tak naenergetyzowana, że jednak pójdę jeszcze wypłukać dym papierosowy z włosów. Nie powinnam o tej porze śpiewać pod prysznicem, should I?

Kamil said I’m funny. I said “I’m not pretty, nor smart, I must be at least funny, don’t I?”


Odpowiedzi

  1. tez bym wypila, tez bym potanczyla… :-( (

  2. trzeba bylo przyjechac :-)

  3. kurczaki, zawalilam… :-( (


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie