Po kręglach młodzi pojechali odebrać Marzenkę, a ja z tatą pokręciliśmy się jeszcze po Galerii. Kupiliśmy klapki (bo moje zaginęły w niewyjaśnionych okolicznościach, gdzie niewyjaśnione okoliczności mają wiele wspólnego z moją siostrą i jej schowkiem), obcinacz do eksterminacji mojego połamanego paznokcia, śliczną dżinsową sukienkę dla Marzeni i takoż dla niej fajną zabawkę z dużą ilością guzików do wciskania, bo guziki to to, co Marzenka ostatnio lubi najbardziej.
Pojechaliśmy na basen na Warszawiankę. Tanio to tam nie jest, ale naprawdę fajnie. Z małym brzdącem wręcz idealnie. Dawno tam nie byłam, więc musiałam obadać wszystkie opcje:
- basenik ze sztuczną rzeką, hydromasażem i wodospadem, gdzie najpierw bawiliśmy się z Marzenką;
- basen olimpijski, gdzie przekonałam się, że dwuletnia przerwa w pływaniu naprawdę morduje kondycję. Po 400 m chodziłam na miękkich nogach i zasapałam się postać z kreskówki;
- malutki brodzik dla najmniejszych, w którym Marzenka uczyła się chodzić;
- duuuuża zjeżdżalnia – moja siostra mówiła, że nie chce na nią iść, a jak w końcu ją namówiłam, to zjeżdżała 3 razy ![]()
- basen zewnętrzny – fajowe uczucie, ciało w ciepłej wodzie, a głowa wystaje na chłód i jeszcze deszcz na nią pada ![]()
- jacuzzi – trochę za ciepło było. Dosiadło się do nas jedno fajne ciacho (o ile mogłam to stwierdzić bez okularów), ale skreślił się sam, bo ani razu nie uśmiechnął się do Marzenki.
A wieczorem była imprezka u Ewy. Spóźniłam się godzinę, bo za późno skończyliśmy obiad, a potem musiałam się jeszcze wyszykować. Postanowiłam zaprzeczyć swojemu IT-image i przyjść w spódnicy. Okazuje się jednak, że teraz mam nowy image, największej alkoholiczki w firmie. Przez cały wieczór mi dogadywali, bo raz, podając kubeczek Oskarowi do naprawienia, zamówiłam “cokolwiek”.
Spóźnienie się o godzinę okazało się dużym błędem, bo chociaż przyszło sporo ludzi, to strasznie wcześnie się zebrali
Już o północy zostałyśmy we trzy, więc impreza przerodziła się w klasyczne babskie nocne Polaków rozmowy. Zmiana czasu miała jednak pozytywny aspekt, bo dzięki temu mogłam wrócić do domu pierwszym metrem
Robiło się już jasno – to lubię w wiośnie.
bardzo ladnie wygladalas w nowym image’u
Przez: kamil w 2008-03-30
o 11:53