Dziś po dziewięciu godzinach pracy (I love my job, I love people from other departments, working with them is a real pleasure, how many times must I repeat it to believe it?) wybrałam się do Bolka na karaoke. Ponieważ zaprosiłam całe biuro, to było nas aż ośmioro, z czego honor firmy ratowała niezawodna Gosia
Obiecałam trojgu nieszczęśnikom, którzy niestety pracowali dziś do wieczora, że ich nieobecność będzie na tyle poważnym błędem proceduralnym imprezy, że trzeba będzie ją powtórzyć w najbliższym czasie
W Bolku było niestety trochę za głośno i za bardzo umca-umca, ale i tak imprezka była udana. Na plus pizza, na minus DJ, który sprawiał wrażenie, że nudzi się strasznie i nie był do końca zdecydowany, czy robi imprezę taneczną, czy karaoke. Słoneczko się wymęczyło
Z dziewczynami nawet trochę potańczyłyśmy i pośpiewałyśmy (najpierw ja “Don’t Speak”, potem we cztery “Like a Prayer”, Karola “Sing Sing” i na koniec we trzy “I’m So Excited”; N. też śpiewał, ale Cohen i Pink Floyd nie wpisywali się w klimat imprezy, szkoda, bo Floydzi całkiem fajnie wyszli). O, i jeszcze dostałam prześliczną białą różę od Gosi
W każdym razie wychodząc, zgodnie ustaliłyśmy, że trzeba to powtórzyć, żeby nam się lepiej chórek zgrał
Swietnie, ze sie tak dobrze bawiliscie. zaluje, ze nie bylo mnie z Wami
Przez: kamil w 2008-04-24
o 10:30