Posted by: perpetka | 2008-04-29

Feliks W. Kres - Król Bezmiarów

Przedwczoraj skończyłam czytać “Króla Bezmiarów” Feliksa W. Kresa. Dopiero po tym dowiedziałam się, że książka ta dostała Zajdla w ‘92 i że jest drugim tomem cyklu (na szczęście dość autonomicznym).

Pierwszy błąd jaki popełniłam, to czytanie wydania z ‘92. Korekta z wydawnictwa Aurora powinna do dziś siedzieć w jakimś ciemnym kącie i się wstydzić. Liczba przepuszczonych literówek i ordynarnych błędów ortograficznych przekracza wszystkie dopuszczalne normy, niejeden blog w internecie jest staranniej redagowany. Wydanie to miało jednakowoż tę zaletę, że kosztowało 10 zł w antykwariacie.

Sama historia jest mroczna, pokręcona i ciężka do zrozumienia. Być może powinnam przeczytać jeszcze raz, żeby połapać wszystkie wątki. Niewątpliwie wielką zasługę w zagubieniu czytelnika można przypisać imionom postaci. Ja jestem z tych, dla których imię postaci to pierwsza litera i długość ciągu znaków, mam conajmniej kilkoro znajomych, którzy też wyrażają się o bohaterach literackich per “ten na W z długim nazwiskiem”. Biada takim jak ja, którzy wezmą się za “Króla…”, bo tu imiona postaci to: Raladan, Rapis, Rrodan, Ridareta, Riolena, Riolata, a do tego te trzy ostatnie nieustannie podają się jedna za drugą, używając też dodatkowo imienia Lerena, plus literówki, potęgujące zamęt… Bez notatek ani rusz ;)

Ale żeby nie było, że tylko wybrzydzam, to książka mi się nawet podobała. Ciekawa koncepcja świata, dobrze zarysowani bohaterowie (przynajmniej niektórzy) i świetny klimat, a jak wiadomo, książka bez klimatu jest jak programista bez komputera. Klimat przywodzi mi najbardziej na myśl “Żywostatki” Robin Hobb, choć Hobb jest nieporównywalnie lepsza, a tej trylogii wręcz bliska ideału.

W fantastyce, zwłaszcza polskiej, najczęściej wkurzają mnie fragmenty, a w szczególności zakończenia, typu:
- Więc już wiesz? - zapytał.
- Tak - uśmiechnęła się. - Teraz już rozumiem.

A ja, biedny czytelnik, ni diabła nie wiem, nie rozumiem i waham się między dwiema interpretacjami: albo to ja jakaś niekumata jestem, albo autor też do końca nie wie i w taki sposób postanowił wybrnąć. Wolałabym, żeby był obowiązek zaznaczania, że to właśnie opcja druga, bo dopuszczenie pierwszej ewentualności strasznie mi obniża samoocenę.

O mało bym nie zapomniała: duży plus za zaliczenie kotów do ras rozumnych w świecie przedstawionym. Oczywiście w świecie rzeczywistym koty również są rozumne, ale na razie za bardzo się z tym nie afiszują. U Kresa, w świecie Szereru, koty są już po powstaniu, w którym wywalczyły sobie równe prawa.

Kres też niestety popełnił w okolicach epilogu taki fragment, ale może to po to, żeby miał jeszcze o czym napisać parę książek w cyklu, więc chwilowo mu wybaczam.

Pozycja własna, dostępna do wypożyczenia.

Odpowiedzi

to ja nie skomentuje, bo sie nie znam na fantastyce :-P

Ja takie wrazenie (pogubienia w imionach, czyli i bohaterach) mailam czytajac “Sto lat samotnosci”…

Leave a response

Your response:

Kategorie