A teraz maj, dokoła maj wyświęca ogrody
I cały ja, i cały ja zanurzony w Jordanie pogody
A teraz maj i maj, i maj dokoła się święci
Od wonnych bzów, szalonych bzów wprost w głowie się kręci
I płyną przeze mnie dmuchawce, jak dzieciństwa echa
I wielka jest majowa moc, kiedy niebo się do ziemi uśmiecha
SDM
Wyszłam z biura po 19. Słońce zachodziło na Muranowem. Przed biurem rośnie krzew bzu, który tak pięknie pachnie… Zresztą cały Muranów, w którym coraz bardziej się zakochuję, pachnie jak szalony, buzuje zielonością, sprawia, że zamiast iść najkrótszą drogą do tramwaju, zagłębiam się w osiedle i rozkoszuję spacerem przez wiosnę. Po drodze mijam przepiękne nowe apartamentowce i aż mnie coś za gardło ściska, jak sobie pomyślę, dlaczego mnie nie stać, żeby od zaraz w takim mieszkać… Uwić sobie gniazdko w nowym budownictwie, prawie w centrum, a wśród tej zieloności…
A w domu przerobienie przeglądarki na ołtarzyk ku czci idoli z dzieciństwa. 11 otwartych zakładek z YouTube, a ja się wzruszam i wspominam. Płaczę na Babe, Another Crack In My Heart, Holding Back The Tears i Why Can’t I Wake Up With You i tańczę do Everything Changes, Could It Be Magic i Relight My Fire. Na Pray, Million Love Songs i Love Ain’t Here Anymore nie mogę usiedzieć i chyba sąsiedzi słyszą jak śpiewam wykute niegdyś na blachę co do nutki kawałki (po tylu latach nadal to nie jest za bardzo moja tonacja). Jakkolwiek szczeniacko i egzaltowanie by to nie brzmiało, to jednak żadne uczucie nie może się równać z pierwszą, szaloną, nastoletnią miłością do idola…
No i tak dziś żyję tym ściskaniem za serce i za gardło… ![]()