Firma z dołu zatęskniła dziś chyba za czasami, jak mieliśmy wspólne biuro i postanowiła się przebić do nas wiertarką. Akustyka budynku sprawiła, że ni cholery nie dało się przy tej wiertarce pracować, więc poszliśmy sobie na zakupy. Kupiłam pół litra… lodów dla siebie i Tomusia. Ja sobie przełożyłam połowę do szklanki, Tomuś dostał pudełko, siedliśmy do biurek. Ja odpalam pocztę i inne sprawy, a Tomuś z tymi lodami obraca się do okna, kładzie nogi na parapecie, odsłania żaluzje, żeby popatrzeć na piękny maj na Muranowie, rozpiera się na krześle i unosząc do ust łyżeczkę, mruczy:
- Uwielbiam tę robotę…
* * *
Szef napisał, że na urlopie jest do czwartku. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy to znaczy, że w czwartek będzie w biurze, czy że wtedy dopiero wraca. Poszłam się zapytać w kadrach, bo one zwykle w takich sprawach są lepiej poinformowane.
- Chyba jutro będzie. Taki mi się wydaje, że mówił, że ósmego już będzie… Chociaż, znając go, to raczej powiedział, że dopiero ósmego będzie…
mnie nikt lodow nie przynosi…
Przez: Niszka w 2008-05-20
o 17:22