Kolejne kilka godzin wyjętych z życiorysu – na próżno… Naprawdę chodzenie po zakupy to nie jest zajęcie dla mnie – powinnam mieć stylistę, który robiłby to za mnie :>
Zaczęło się całkiem znośnie, bo przymierzaniem niegłupiej bluzki, takiej koszulowej do dżinsów, ale nie zachwyciła mnie na tyle, żeby od razu ją kupić. Potem znalazłam taką, która strasznie mi się spodobała, w stylu lat ‘80, fajnie maskująca fałdki na brzuszku – oczywiście mojego rozmiaru nie było, a ta, co była, groziła odcięciem dopływu krwi do rąk
Na tym etapie porzuciłam KDT i przeszłam do Galerii Centrum. Tam był akcent pozytywny: wymarzyłam sobie dżinsowy żakiet i taki właśnie wisiał wprost przede mną. Ale na razie nie zdecydowałam się go kupić, bo tani nie jest, potrzebuję kogoś, kto by mi powiedział “tak, jest super, bierz go”. Albo przekonał, że ten czarny z Autografu jest nie tylko tańszy, ale i fajniejszy.
Potem było już tylko gorzej… Przymierzyłam 10 biustonoszy i wszystkie były złe. Nr 6 był całkiem niezły, ale nie chciałam kolejnego czarnego, więc wzięłam taki sam cielisty. I cielisty już takdobrze nie leżał, chociaż to ten sam rozmiar
Przymierzałam czarne dżinsy, w których genialnie się czułam, ale były dobre 5cm za krótkie. Znalazłam przecudny żakiecik/kurteczkę, po prostu idealny… tylko o rozmiar za mały. Już nawet chciałam sobie kupić bluzkę na przełamanie złej passy, ale kilometrowa kolejka do kasy przekonała mnie, że wcale aż tak mi na niej nie zależało. I jak tu nie popaść w depresję?
Celem uniknięcia depresji umówiłam się ze Słoneczkiem w Złotych Tarasach na lody. Po drodze w przejściu podziemnym minęłam fajny plakat którejś szkoły językowej. Przedstawiał uśmiechniętego chłopaka siedzącego na ławeczce z przyklejoną kartką “Fresh paint”, a pod tym podpis “Czasem lepiej rozumieć”. Wyszłam z podziemi na deptak pod Pałacem, a tam rząd ławeczek, na każdej ktoś siedzi i na każdej kartka “Świeżo malowane”
Tak swoją drogą, to na każdej kartce “świeżo malowane” powinna być obowiązkowo data i godzina malowania, żeby było wiadomo, kiedy ważność tego ostrzeżenia wygasa, nie? U mnie teraz w czasie remontu klatki schodowej takie kartki wisiały po dwa tygodnie i lokator nigdy nie był pewien, czy dziś upaprze się od barierki przy schodach, drzwiami od windy czy ocierając się niechcący o ścianę…
Sałatka z KFC i lody od Grycana na depresję shoppingową nie pomogły. W NEXT nie było ani takiej bluzki, jak mi się podobała w outlecie (w sumie się nie spodziewałam, skoro tamta byla w outlecie. Czemu jej tam nie kupiłam? Niespodzianka! Nie było mojego rozmiaru!), ani żadnej podobnej. Bo ja sobie umyśliłam, że mam ochotę na bluzkę asymetryczną. I ani jednej asymetrycznej dziś nie spotkałam. A z kolei w MEXX coś w moim plecaku (wejściówka do biura?) spowodowało, że bramka antyzłodziejowa zaczęła piszczeć kiedy weszłam. Przy wchodzeniu pół biedy, ale wiecie, jak się ludzie patrzą, jak bramka piszczy przy wychodzeniu?
Miarą mojej depresji może być to, że nawet w Empiku nic nie kupiłam. Mając jeszcze 60 zł na karcie upominkowej!
A nad Ursynowem była dziś wieczorem o taka tęcza:

Teraz zastanawiam się, czy powtórzyć błąd sprzed dwóch dni i zafundować sobie godzinkę aerobiku. Po tamtym jeszcze mnie nogi bolą tak, że nie mogę chodzić po schodach! Ja nawet nie wiedziałam, że z przodu ud mam jakieś mięśnie, a co dopiero takie, co mogą tak boleć
biedactwo, MUSIMY wybrac sie na zakupy razem jak wroce
a co do cwiczen, to podobno trzeba cwiczyc wtedy, kiedy jeszcze boli
Przez: kamil w 2008-05-11
o 21:54