Napisane przez: perpetka | 2008-06-13

David Weber, Steve White – “Powstanie”

Na okładce “Powstania” widać futurystyczne statki kosmiczne zawieszone w przestrzeni, a na tylnej okładce dowiadujemy się, że jest pierwszym tomem cyklu militarnej science-fiction “Starfire”. To już by w zupełności wystarczyło, żeby odłożyć je z powrotem na półkę w księgarni, ale nagród na konwentach się nie wybiera (no chyba że na Polconie 2007, ale i tam ta opcja pozostawiała nieco do życzenia) i pozycja ta zasiliła naszą biblioteczkę. A jak już zasiliła, to przeczytać trzeba, żeby sobie jakieś przerywniki między tomami Harrego Pottera zrobić (właśnie zażyłam pierwsze dwie strony przedostatniej części i już tylko 600 kartek dzieli mnie od definitywnego rozstania z Hogwarts).

Webera znałam już z pierwszej części jego sztandarowego cyklu, “Honor Harrington” (zresztą wygranej na tym samym konkursie). Chłopaki się w tym rozczytywali, mnie specjalnie nie podpasowała – po pierwsze za bardzo militarna, po drugie za bardzo s-f. Po prostu jesteśmy z panem Weberem niekompatybilni :)

Nie znaczy to, że książka jest zła. Jest nawet całkiem niezła, jak kogoś nie nudzą opisy, jakie jednostki miały obie strony konfliktu, jak je rozstawili dookoła planety i w jakiej kolejności atakowały. Po odcedzeniu tych fragmentów, które jak dla mnie można by zastąpić treściwym “A potem była bitwa, którą wygrali nasi” ;) , zostaje osadzona w dalekiej przyszłości, ale dość uniwersalna fabuła polityczna. Autorom udaje się zachować neutralność wobec opisywanego konfliktu, przedstawiają racje wszystkich stron i ukazują wojnę jako splot bardzo niepomyślnych okoliczności. Coby nie zrobić z tego publicystyki, wprowadzają kilkoro bohaterów, których losy są pretekstem do opowiedzenia historii wojny domowej w Federacji Ziemskiej. Bohaterowie niestety są nieco papierowi, wszyscy są szlachetni, honorowi, uczciwi, niezłomni, zieeeeew… a próby nadania im bardziej indywidualnych rysów kończą się na tym, że np. admirał Trevayne uwielbia cytować starożytnych klasyków (gdzie przez “starożytnego klasyka” należy rozumieć np. Churchilla). Wszyscy są nawet sympatyczni, a sprzeczność ich interesów przywodzi na myśl greckie tragedie.

Podsumowując, “Powstanie” jest przyzwoitym czytadłem i choć raczej nie będę specjalnie polować na dalsze części, to jak się jakaś trafi, nie pogardzę.

Ku memu zaskoczeniu, można toto całe w oryginale zupełnie legalnie przeczytać online.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie