Wreszcie poszliśmy na ekranizację drugiej “Narnii”. Miesiąc po premierze było to deczko problematyczne, ale udało nam się znaleźć kino, gdzie grali “Kaspiana” wieczorem i to nawet bez dubbingu.
Film był przyjemny, widowiskowy, emocjonujący, fabuła miała ręce i nogi (z dokładnością do głupstw, które filmowi dla dzieci można wybaczyć, inaczej mogłabym tu przeprowadzić długi wywód o głupich zbrojach, bezsensownych taktykach itp., itd.) oraz ciąg przyczynowo-skutkowy, efekty specjalne na przyzwoitym poziomie, ładne plenery (gdzie to tak ładnie jest? No dobra, ja też mam Google: “zdjęcia plenerowe do filmu powstawały w Nowej Zelandii, Czechach, na Słowenii oraz w Polsce, w wąwozie wodospadu Kamieńczyk” – o, byłam tam, wcale tak fajnie wtedy nie wyglądało). Ogólnie miły sposób na spędzenie czasu i zanurzenia się na chwilę w przekonującym bajkowym świecie. Książki nie czytałam, więc nie zajmowałam się tropieniem zbrodni na literaturze.
Jednakowoż to i owo mi zgrzytało. Siekaniny było dużo, trup słał się gęsto, strasznie przejmująca była scena, w której pół armii zostało w twierdzy na pewną śmierć… Po ostatecznym zwycięstwie cała Narnia cieszy się i świętuje, ani chwili wspomnienia i refleksji nad tymi, którzy polegli. Aslan, który mógł załatwić sprawę jednym ryknięciem, nie kwapił się na pomoc, a jak już Łucja go odnalazła, to jeszcze łagodnie napominał ją, że nie przyszła wcześniej. A gdy wreszcie się pofatygował, urządził rozpierduchę, wprawdzie bezkrwawą, bo w filmach dla młodszej publiczności śmierć może być masowa i dramatyczna, ale nie może być krwawa, bo wtedy w Ameryce próg wiekowy dla widzów podnoszą. W każdym razie wrogowie giną prawie co do jednego, również bez rozpatrywania ich osobistych zasług, motywacji i przekonań (a może to byli zmuszeni żołnierze z poboru, hę?).
I wtedy mi się przypomniało, że C.S.Lewis napisał “Narnię” (i chyba wszystkie pozostałe książki) celem propagowania katolicyzmu. W tym, co napisałam powyżej, związki z katolicyzmem dostrzegam. Jeśli chodzi o propagowanie, to chyba jednak nie dam się powtórnie namówić.
No i tu własnie warto byłoby przeczytać książkę, zanim się napisze coś w kontekście Lewisa i katolicyzmu.
Bo w książce żadnego ataku na zamek nie było, a po przybyciu Aslana i drzew żadni wrogowie nie ginęli.
Przez: Ink w 2008-07-01
o 00:58
Nawet Zuzia kiedy strzela do żołnierza w łódce to celuje umyślnie w helm, żeby mu się krzywda nie stała (za co zresztą krasnal ma do niej później pretensje).
I właśnie wypaczenie zdecydowanie katolickiej wymowy książki jest moim najpoważniejszym wobec filmu zarzutem.
Przez: Ink w 2008-07-01
o 01:02
Akurat kwestie umyślnego lub nie robienia krzywdy mają tu mniejsze znaczenie. Bardziej irytujący jest siedzący w lesie Aslan i stojąca za nim teologia.
Przez: perpetka w 2008-07-02
o 00:06
No własnie tylko że w świetle nieistnienia (w książce) “ataku na zamek” tudzież innych dziwnych bitew, ktorych obecność w filmie konieczną była w celach pokazania efektów, siedzenie Aslana i jego czekanie na to, aż dzieci same do niego przyjdą (z oczywistym przesłaniem i przełożeniem teologicznym) ma znacznie silniejsze usprawiedliwienie, ponieważ nie powoduje żadnych dodatkowych zgonów ani innych nieodwracalnych konsekwencji.
Przez: Ink w 2008-07-02
o 00:43