Will Adams – Szyfr Aleksandra
Kolejna kalka Browna i “Kodu da Vinci” (co zresztą nietrudno poznać po tytule). Szczęśliwie nie mam dużego pojęcia o historii Egiptu i Aleksandra Macedońskiego, więc nie wiem, na ile nieścisłości autor sobie pozwolił. Czyta się szybko i równie szybko wylatuje z pamięci. Archeologia, piękne kobiety, pościgi, mafia, strzelaniny, zagadki przeszłości… no wiecie, Indiana Jones i te sprawy. Można przeczytać, ale jak się nie przeczyta, to nie jest to wielka strata.
Barbara Cartland – The heart of the Clan
Na tylnej okładce dzieła straszy zdjęcie autorki: starszawa, acz dobrze zakonserwowana (wyliftingowana? wyphotoshopowana?) baba w cukierkowo różowym kostiumiku i kapeluszu, obwieszona błyszczącą biżuterią, z puchatym pekińczykiem na rękach. Brrr… Odstraszyło mnie to na tyle, że nie przeczytałam zamieszczonego tamże streszczenia – i bardzo dobrze, bo okazało się, że streszcza książkę do 150 strony, a ona ma tylko 180 stroniczek.
Przeczytałam toto do końca tylko dlatego, że było po angielsku. Mam na koncie ze 200 harlequinów (było to w czasach młodości, teraz żałuję
), ale żaden nie był aż tak głupi
Akcja dzieje się w XIX w. w Szkocji, główna bohaterka w mowie posługuje się głównie wielokropkami, a jej umiłowany wkrada się do jej sypialni oknem, aby nie uchybić jej czci. No więc nawet przyzwoitej sceny erotycznej nie było (i dlatego wolę harlequiny). Czemu ja w ogóle moje cenne paragrafy bloga takiej szmirze poświęcam?
No. To wracam do fantastyki, gdzie moje miejsce
Ty naprawde duzo czytasz
Przez: kamil w 2008-07-20
o 19:00
no za 200 harlequinow medal bym dała! ;p
Przez: Niszka w 2008-07-21
o 18:39