Spędziłam ostatnio upojną noc z moim szefem. Ale nie to, co myślicie :> Mianowicie w poniedziałek/wtorek między 22 a 7 rano przełączaliśmy całą infrastrukturę – serwery hostingowe i bazodanowe. Oczywiście mieliśmy wszystko przygotowane i przetestowane, więc się posypało – jakże by inaczej. O czwartej miałam lekki kryzys, ale na wszystkie kryzysy pomaga czekolada i jakoś dotrwaliśmy do świtu.
O ósmej byłam już w domku z wielkimi planami. Że najpierw się prześpię (nie za długo, bo szkoda dnia), potem zjem jakieś dobre śniadanko, skoczę na zakupki i przygotuję fikuśny obiadek. Rzeczywistość jak zwykle brutalnie rozprawiła się z moimi zamiarami… Udał się tylko punkt pierwszy.
O wpół do pierwszej otworzyłam jedno oko i zobaczyłam komórkę. Były na niej smsy i nieodebrane połączenia. Eeeech… Jak usiadłam do kompa, to do wieczora pracowałam zdalnie. Na dokładkę przełączenie serwerów zbiegło się z awarią dysku w… eee, nie wiem, co ten serwer dokładnie robił, nie będę się kompromitować, bo bAdmin czyta… oraz z awarią u providera. W połączeniu z filtrem IP na wszystko i moimi ograniczonymi uprawnieniami na nowych serwerach, pozostaje westchnąć “Jaka piękna katastrofa… sama bym jej lepiej nie wymyśliła”.
Przerywnikiem była wizyta Marzenki. Dziecię było bardzo nieszczęśliwe, bo nie pozwoliłam jej biegać z widelcem, wydłubać oczu maskotce i wyjść z rodzicami. Chyba już mnie nie lubi… Chociaż czereśnie jadła mi z ręki jak młody szpaczek.
Dziś przez 10 godzin w biurze łapałam wyjątki i błędy. Kiedyś napiszę długą notkę o migracji z ASP 1.1 do 2.0, ale pewnie zanim się zbiorę, to na topie będzie migracja z 7.5 na 8
Urlop… to już pojutrze…
czekolada jest dobra na wszystko
Przez: kamil w 2008-08-16
o 12:05