Dziś, a w zasadzie już wczoraj, na sopockim molo zdarzył się poważny wypadek. Najmocniej poszkodowana została w nim rzetelność dziennikarska.
Wersja, która obiegła wieczorem Polskę i trafiła na główne strony największych portali (jak? dlaczego? co było takiego w tym wypadku, co czyniło go bardziej godnym uwagi publiki niż tysiące innych wypadków, także bardziej tragicznych, które zapewne miały miejsce tego samego dnia?): Tragedia na molo. Skacząca na linie bungee kobieta uderzyła o powierzchnię drewnianego pomostu. Dzięki szybkiej akcji WOPRu kobieta śmigłowcem została przetransportowana do szpitala.
Wersja kilka godzin później: nie bungee, tylko free jump (nie na linie, a w siatkę), nie tragedia, tylko uderzyła brodą w kolana i prawdopodobnie na niegroźnych potłuczeniach się skończy.
Jutro zapewne dowiemy się, że nie kobieta, tylko chłopaczek, nie skakał, tylko go zepchnęli i nie w Sopocie, tylko w Tatrach.
Jak można puścić na cały kraj tak poprzekręcaną wiadomość? Na jakiej podstawie ktoś to poskładał, plotek pań sprzątających na korytarzu? Za co agencje tym dziennikarzom płacą?
Moja droga, wiadomosci, ktorymi nas karmia, skladaja sie z takich patchworkow. Dziennikarze potrafia nawet material filmowy odpowiednio skrecic, zeby wzbudzic sensacje. To sie nazywa manipulacja, ale zazwyczaj nikt sie w nia nie bawi w tak blachych sprawach…
Przez: Niszka w 2008-08-24
o 14:13
trwoze sie i przestraszam
Przez: kamil w 2008-08-25
o 22:41