Falkon był. Dobry był, ale już się zmył
Konwent był dobry przede wszystkim dlatego, że się zwrócił. Zgarnęłam nagrody w 3 konkursach, w 2 się nie udało, ale było nieźle, w jednym odpadliśmy w eliminacjach (a mówiłam im, że to była Milva!). Prelekcje też w większej części były udane (w zasadzie z mniej udanych po prostu wychodziliśmy po pobraniu próbki), a i planszówko trochę się pobawiliśmy. Szczegóły po kronikarsku poniżej. Wiem, że to nudne, ale za rok muszę mieć spisanych prowadzących i wiedzieć, na czyje punkty programu iść obowiązkowo
Rozpoczęliśmy konwent w piątek konkursem planszówkowym Kwiatosza. Ponieważ był w parach, połączyłam siły z jakimś człowiekiem, którego pierwszy raz na oczy widziałam. Okazało się to świetnym pomysłem, bo dzięki temu konkurs wygraliśmy. Choć uczciwiej byłoby powiedzieć, że to on go wygrał
Moja część nagrody jest superowa: planszówka “Filary Ziemi”. Sam konkurs był fajnie zorganizowany i poprowadzony, idealny poziom trudności, nie za łatwy, nie za trudny.
“Filarów” jeszcze nie graliśmy, ale z wykonania gra jest prześliczna i kusząca. Rozpakowywanie jej z folii było jednym z najmilszych fragmentów piątkowego wieczoru
Uwielbiam otwierać planszówki!
Przetestowaliśmy natomiast w games roomie nowe dziecko twórcy “Neuroshimy HEX”, czyli “Witchcrafta”. I nie spodobał się. Za “suchy”, mechanika być może fajna i może można tam sporo kombinować… ale w szachach też można. Ani ładny, ani wciągający, setting jakby na siłę dorobiony do abstrakcyjnych założeń mechaniki… No jak zachwyca, jak nie zachwyca…
Dalej była doskonała prelekcja Krzyśka “Magneza” Grzegorczyka o urban legends. Magnez dostał niniejszym etykietkę “nieważne o czym mówi, pójść trzeba”. Wieczorem byłam więc na jego panelu dyskusyjnym “Pocałujcie w d… mądre teorie RPG”, następnego dnia niestety za daleko zaszliśmy w konkursie i nie mogliśmy się z niego urwać na trzeci Magnezowy punkt programu.
Jeszcze w piątek pomacaliśmy prelekcję o Wojnie Dwóch Róż, ale miała zdecydowanie niekorzystny stosunek liczby dat i nazwisk do smaczków i ciekawostek, więc szybko ją opuściliśmy. Popatrzyliśmy trochę na konkurs militarny, który jak dla mnie mógłby być również o fizyce kwantowej, miałabym mniej więcej takie samo pojęcie o temacie
Wieczorem spróbowaliśmy zagrać “Bang!” na cztery osoby. “Bang!” to taka karcianka, trochę przypominająca popularną “mafię”. Każdy gracz ma jakąś rolę (szeryf, bandyta, renegat, pomocnik szeryfa), z wyjątkiem szeryfa, który jest jawny, tajną dla pozostałych graczy. Szeryf i pomocnicy wygrywają, jeśli ubiją wszystkich pozostałych, renegat wygrywa, jeśli ubije wszystkich (ale w odpowiedniej kolejności), bandyci są najpraworządniejsi, bo chcą zabić tylko szeryfa, a nie zrobić ogólną masakrę
Na 4 grało się dość marnie, ale szczęście następnego wieczoru zagraliśmy w 7 i zabawa była przednia. BTW, w tej grze nie jest prawdą, że jeśli ty widzisz przeciwnika, to on widzi ciebie…
Następny dzień upłynął nam głównie konkursowo. Aż głupio tak pół konwentu w konkursowej przesiedzieć, ale co poradzić, jak takie fajne konkursy były?
“Stare gry komputerowe” by Ink & Elanor – zajęliśmy 3 miejsce, przy czym znów moją zasługą było wybranie sobie dobrych współzespołowiczów. Ilość ludzi na konkursie była dość uciążliwa. Pytania w większości dotyczyły gier, które znałam tylko z poprzedniej edycji tego konkursu, ale przypomniały mi o paru pozycjach, w które miałam zagrać ![]()
“Niezapomniane seriale” by Squirrel – nazwany później przez uczestników “Twin Peaks i inne”
Squirrel fajnie prowadziła, pytania były masakryczne (po pierwszych 60 pytaniach zgadywalność była poniżej 17%), np. “Wymień nazwiska Alexis z Dynastii”
Bardzo udany punkt programu. Udało mi się wraz z kolegą [tu wpiszę nicka, jak sobie przypomnę] dotrzeć do drugiej rundy.
“Wiedźmiński” Rudej i Zxara – wielki szacun za zapanowanie nad dzikim tłumem, który na konkurs się zwalił. Poziom trudności pytań dobrany bardzo dobrze (były i łatwe, i trudne, i wykręcone w kosmos), jeno szkoda, że w eliminacjach wypadliśmy.
“Filmowy” Motyla – masakryczny jak zwykle, ale Elanor miała wenę i odpowiadała jak w transie. Mój wkład w niewielki sukces naszego zespołu był mierny, prześlizgiwaliśmy się jednym punktem nad granicami, ale konkurencja była za mocna. Przegiętym pytaniem był koreański (?) plakat “Equilibrium” ![]()
“Bajkowy” Druzili i Murgena – bardzo dobrze przygotowany, bardzo sprawnie przeprowadzony, po prostu modelowy. Po zaciekłej walce (i emocjonującej dogrywce) udało się nam wyszarpać przeciwnikom 3. miejsce. Wstydzimy się bardzo, że nie wiedzieliśmy, jak miał na imię przywódca tygrysów z “Epoki lodowcowej” i nie pamiętaliśmy, co powiedział Osioł do Fiony…
Z prelekcji byliśmy jeszcze na “Dziwnych broniach” Cholewów (początek był super, potem nie wiem, bo wygrało zmęczenie i zdrzemnęłam się trochę), “Scheissewaffe, czyli nie takich cudownych broniach III Rzeszy” (podobno była dobra, ale temat mnie nie wciągnął, więc się wyłączyłam) i spotkaniu z twórcami “Wiedźmina” (bardzo, bardzo fajne).
Na koniec konwentu zaatakowaliśmy w gamesroomie grę “Galaxy Trucker”, która spodobała się nam bardzo. Najpierw na czas buduje się statek kosmiczny z losowych elementów (przypomina to trochę “Machinę”, troche puzzle, a poganiająca myślicieli klepsydra przywodzi na myśl RoboRally), a potem “leci” się nim w trasę, na której można spotkać ostrzał i meteoryty (tu okazuje się, kto solidnie zmontował statek, ma osłony i działka), kopalnie surowców (na nich zarabiamy, więc dobrze mieć sporo ładowni) i inne przygody (do których może przydać się moc silników i liczna załoga zgromadzona w wielu kabinach). Gra ma tzw. “wysoką miodność grania”
I tym optymistycznym akcentem niestety skończyliśmy konwent
Blogaskowo dodam, że Łukasz zdroworozsądkowo miał rację, że powinnam była iść do lekarza, a nie na Falkon, ale trudno, pójdę dziś. Mam nadzieję, że nie zaraziłam zbyt wielu osób.
Dwie z potencjalnie zarażonych osób może nie są zdrowe jak ryby, ale chore też nie, więc nie obciążają Twojego sumienia.
Przez: Ink w 2008-11-17
o 21:55