Nareszcie wyciągnęłam szwagra na narty. Najwyższa pora, drugi dzień świąt, jutro wyjeżdżamy
Jeździliśmy na Słotwinach, 10 zjazdów wzdłuż orczyka nr 2. Pogoda była idealna – wystarczająco brzydka i ponura, żeby wielu ludziom nie chciało się iść na stok, a wystarczająco dobra, żeby dobrze się jeździło. Padał drobny śnieżek, ale zupełnie nie przeszkadzał, a jak założyłam pomarańczowe gogle, to było nawet jakby słonecznie
Stok był dobrze przygotowany, oczywiście wielbiciele tras alpejskich skrzywiliby się z niesmakiem, ale jak na polskie warunki i śnieg padający dopiero od kilku dni, było bardzo dobrze. W paru miejscach spod puchu wyłaził lód, a armatki śniegowe dośnieżały prosto w twarz, ale wystarczyło omijać te miejsca. Sama trasa nie jest trudna, taka trochę łatwiejsza Wierchomla. Mam sentyment do tego stoku, bo na nim uczyłam się jeździć. Wtedy ten niecały kilometr zjeżdżałam godzinę, teraz kilka minut.
Kolejka do wyciągu była zupełnie znośna, stało się 1-5 minut, czyli zupełnie akceptowalnie, mimo że byliśmy w szczytowych godzinach 12-15. Orczyk dwuosobowy, jeździł sprawnie, żadnych zastrzeżeń.
No i jeździło mi się naprawdę cudownie. W wypożyczalni dali mi genialny sprzęt, bardzo wygodne butki Salomony i takoż Salomona carvingi. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie odmarzły mi paluszki. Narty były w świetnym stanie, naostrzone, przesmarowane, nie miałam z nimi żadnych problemów. Ideał.
Teraz jest tylko jeden problem, nie ma mnie kto rozmasować…
wow, swiat nart jest mi zupelnie obcy, ale fajnie, ze sie dobrze bawilas. Szkoda, ze juz nie rpacujemy razem, bo masaze mozna by bylo nadrabiac
Przez: kamil w 2009-01-09
o 21:02
I co mam myslec? Czytam – “jak zalozyłam pomarańczowe GOOGLE”… Oj, zle sie dzieje w panstwie duńskim…
Przez: Niszka w 2009-05-31
o 17:57