Napisane przez: perpetka | 2009-08-04

Salad Story

W cyklu “bezpłatna reklama u Perpetki” chciałam dziś polecić drogim Czytelnikom bary sałatkowe Salad Story.

Kiedy tylko muszę zjeść na mieście – bo np. po pracy jadę od razu gdzieś – to od niedawna bez żadnych wątpliwości natychmiast kieruję kroki do Złotych Tarasów lub na Kruczą (rzut beretem od Smyka). Bo filii na Nowym Świecie ciągle jeszcze nie otworzyli…

Moim problemem w  Salad Story jest tylko to, że tak uwielbiam sałatkę Cobb (mix sałat, ser pleśniowy, pomidorki koktajlowe, kukurydza, bekon, kurczak + ziemniaczki + sos Green Goddess z ziołami i ziarnami słonecznika), że mam opory przed spróbowaniem innych, bo a nuż okażą się nie aż tak pyszne i będę żałować? W związku z tym nie bardzo mogę podzielić się opinią o innych pozycjach w menu, ale wszystkie wyglądają zacnie.

Mój delikatny żołądek, który zwykle czyni mi wyrzuty po fast foodach, do Salad Story nie zgłasza obiekcji – chyba naprawdę, tak jak piszą, mają wszystko świeże i naturalne.

Ceny sałatek są w górnej części mojego akceptowanego przedziału, ale da się przeżyć – 21 zł za sałatkę, której nie muszę sama myć i kroić brzmi w miarę rozsądnie. Zawsze biorę dużą, bo ma lepszy stosunek ilości do ceny, a jeśli nie daję rady zjeść całej naraz (a tak jest zazwyczaj), to proszę o przykryweczkę do pojemnika, zanoszę do domu i kończę następnego dnia w ramach śniadania.

Polecam i smacznego!


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie