Dwa tygodnie temu uczestniczyłam w kursie pierwszej pomocy dla dzieci i niemowląt, organizowanym przez Polskie Centrum Edukacji. Ratowniczka prowadząca kurs na początek opowiedziała nam taką przerażającą historię:
Na pewnym placu zabaw czteroletni chłopczyk wskutek dziecięcych przepychanek spadł z dość wysokiej zjeżdżalni. Uderzył się w głowę i stracił przytomność. Natychmiast wezwano pogotowie, opiekunka, która była z dzieckiem, totalnie spanikowała, pozostali dorośli obecni w okolicy zebrali się wokół poszkodowanego.
- Nie ruszać go! Można uszkodzić kręgosłup! – wykrzyknął ktoś pamiętający jakieś strzępy informacji z PO albo kursu BHP w pracy. Wszyscy podporządkowali się i do przyjazdu karetki nikt nawet palcem dziecka nie dotknął.
Pogotowie mogło tylko stwierdzić zgon. Chłopiec przez 10 minut po upadku leżał twarzą w dół w płytkiej kałuży. Utopił się.
Ludzie, idźcie sobie zrobić taki kurs pierwszej pomocy!
Ostatnie komentarze